O Janku, co wymienił króliki na czarne pudełko

Ta historia działa się za 32 krainami, za kolorowymi rzekami i zielonymi pagórkami. Żyła tam kobieta, która miała syna imieniem Janek. Mieszkali między polami a brzozowym lasem. Rodzina była bardzo biedna, żyli jedynie z hodowli królików i z małego warzywnika za chałupą. Janek codziennie wyprawiał się do ogródka po liście i warzywa dla królików, a króliki rosły, miały długie uszy i wesołe pyszczki. Janek sprzedawał je w pobliskim miasteczku, na targu odbywającym się we wtorki i piątki. Jeździł tam raz w miesiącu kiedy króliki były wystarczająco wyrośnięte, aby je sprzedać.

Któregoś dnia trafił mu się nietypowy klient. Wysoki, postawny mężczyzna w ciemnym płaszczu, z jakąś przedziwną podszewką, która mignęła Jankowi, gdy tamten sięgał do kieszeni spodni. Wyglądał jak ktoś z dużego miasta, może nawet ze stolicy! W dodatku jedno oko miał niebieskie, a drugie szare. Mężczyzna trzymał w ręce czarny przedmiot wielkości pudełka od zapałek. Wpatrywał się w nie przez chwilę, po czym ukrył w kieszeni i podszedł do Jaśka.

– Dzień dobry! Jakiego koloru ma pan króliki?

– Dobry. Głównie szare, bure, w ciapki… – Zaczął wymieniać Janek.

– …A białe? – Przerwał Klient.

– Mam dziś jednego białego. A w domu jeszcze dwa, mogę za miesiąc przywieźć.

– Wezmę tego jednego i przyjadę do Pana jutro po pozostałe, dobrze? – Powiedział z pewnością w głosie Klient.

– Jasne! Będę na pana czekał!
Klient zapłacił za królika i włożył go sobie za pazuchę. Bez klatki, bez worka, po prostu ukrył pod płaszczem i odszedł. Zwierzę zupełnie nie protestowało, jakby zamarło.

Rozbawiony Janek spojrzał porozumiewawczo na rolnika z sąsiedniego stoiska, który widział tę scenę. Obaj zaczęli się śmiać z pomysłu, że przyjechał z miasta iluzjonista szukający królików do kapelusza. Pomimo obrócenia całej sytuacji w żart, Janek czuł pewien niepokój na myśl o ponownym spotkaniu tego osobliwego człowieka.

 

Gdy chłopak wrócił z targu, matka podała mu ziemniaki ze zsiadłym mlekiem, a na deser – słodki kompot z truskawkami. Janek usiadł przy stole na tarasie, przed którym rozciągał się brzozowy lasek i długie pola, wyglądające jak kolorowe dywaniki. Do szklanki z kompotem co chwilę zlatywały się natrętne muchy. Janek leniwie i niespiesznie odganiał je i starał się wypić swój pyszny napój zanim muchy znów obsiądą szklankę.
Nazajutrz zajmował się swoimi sprawami. Pracował jak co dzień, ale cały czas myślał o dziwnym Kliencie. Obiecywał sobie, że spyta, po co mu te króle.

Klient zapukał do drzwi chaty tuż przed wieczorem. Janek przygotował się na przybycie gościa, spakował króliki do pudełka i postawił w przedpokoju. Jednak mimo to, kiedy usłyszał dzwonek do drzwi, lekko zadrżał. Otworzył drzwi z uśmiechem, żeby pokazać, że jest pewny siebie, ale gość roztaczał wokół siebie przedziwną aurę, która sprawiła, że Janek poczuł się zawstydzony.

Tajemniczy gość wszedł do domu powoli i majestatycznie. Spojrzał bez emocji na przygotowane do odbioru króliki, zamyślił się, podniósł oczy na czerwieniącego się Janka i powiedział:

– A może chciałbyś otrzymać w zamian za te króliki pewien cenny przedmiot? Takie czarne pudełko. Możesz nim wszystko nagrywać, zatrzymać w pamięci.

– A bo ja wiem… – zastanowił się Jasiek.

– Wszystko co tym nagrasz, zostanie pokazane przed ogromną publicznością, możesz być sławny i bogaty. – Zachęcał.

– A pan nie chce być sławny i bogaty? – Zapytał z przekąsem Janek.

Gość nie odpowiedział, tylko uśmiechnął się tajemniczo, jakby już był i sławny, i bogaty. Janek, ostatecznie przekonany tą reakcją, zgodził się, oddał dwa białe króliki w zamian za małe pudełko od tego wyjątkowo wybrednego Klienta.

Matka gdy dowiedziała się o transakcji, wytargała Janka za uszy, bo jak mógł oddać dorodne króle za takie “byle co”. Zawsze rozsądnie prowadził interes, a teraz tak dał się oszukać.

Chłopak uniósł się honorem i obrażony na matkę wybiegł z domu ze swoją nową zdobyczą. Biegł przed siebie, coraz dalej i dalej. W pewnym momencie zrobiło się całkiem ciemno. Słychać było głośne cykady, świerszcze w trawie, widać było wszystkie gwiazdy i księżyc w nowiu, a Janek biegł, aż dotarł do stawu przy lesie. Zdyszany usiadł na trawie, oddychając głośno i zachłannie. Potem położył się na ziemi by patrzeć w niebo, letnie i cudowne. Wyjął pudełko z kieszeni i zaczął nim nagrywać to, co widzi. Im dłużej nagrywał, tym więcej gwiazd znikało z ogromnego, niezmierzonego granatu. Pomyślał, że jest bardzo senny, więc przekręcił się na bok i usnął.

Kiedy otworzył oczy, zobaczył przed sobą Borsuka stojącego na dwóch tylnych łapach. Górne łapy trzymał pod boki, całkiem jak człowiek. Janek zamknął oczy jeszcze raz, myśląc, że śni. Kiedy otworzył jedno oko, Borsuk dalej tam stał, a nawet do tego przemówił:

– No brawo, geniuszu!

– Hę? – Jęknął jeszcze nie do końca rozbudzony Janek.

– Jak się wchodzi w układy z Diabłem kosmatym, to tak jest. Możesz otworzyć oczy, jaśniej już nie będzie. No cudownie, po prostu cudownie. – Mówił Borsuk, rozglądając się dookoła z oburzeniem.

Janek wstał i zauważył, że wokół jest całkiem ciemno, a na niebie nie ma ani jednej gwiazdy.

– Co się dzieje?  – Zapytał zaspany.

– Chodź, to ci pokażę, Panie-w-porę-ciekawski. – komentował ironicznie Borsuk.

Borsuk wyciągnął łapę po czarne pudełko. Pstryk! Zrobił sobie i Jankowi zdjęcie z łapy. Nagle obaj przenieśli się do dziwnie zatłoczonego miejsca, jakby wielkiej hali z mocnym, fabrycznym oświetleniem. Na ścianach od góry do dołu wisiały lustra, a przed lustrami stali ludzie z króliczymi uszami i pyszczkami. Każdy patrzył się w lustro i lekko się ruszał, tak żeby uszy pojawiły się w odpowiednim miejscu. Kiedy stali nieruchomo, uszy wędrowały po głowie jak za duże czapki.

– Gdzie jesteśmy? – dopytywał Janek.

Tymczasem po ich prawej stronie dwa białe króliki, może nawet Jaśkowe, przestawiały stół z jednego kąta do drugiego, dyskutując położenie mebla jako coś niezwykle istotnego. Janek przecierał oczy ze zdumienia, najpierw gadający Borsuk, teraz jeszcze króliki. Dalej po prawej grupka dziewczyn malowała sobie usta: sprawdzały różne szminki, malowały oczy, zmywały makijaż. Dziwne, bo te dziewczyny też miały białe królicze uszy i pyszczki. Za dziewczynami dwóch stojących naprzeciwko siebie siłaczy robiących groźne miny i zgrzytających zębami. Oni również mieli białe królicze uszy i pyszczki! Jedynie chmara much latająca wokół wszystkich wydawała się niezamieszana w te królicze atrybuty. Muchy oblepiały kuchenne naczynia na króliczym stole, wylizując resztki słodkich pozostałości.


– Widzisz to? Zamiast stąd uciekać, wszyscy próbują się tu urządzić – Krzyknął zdenerwowany Borsuk – Chcą się urządzić w Piekle!

– O matko, to ja umarłem? – Zasmucił się Janek.

– Nie, nie umarłeś.

– Więc co tu robię?

– Domyślny to ty, chłopcze, nie jesteś! Pudełko to pudełko, no! Widzisz tam na górze? Wszystkie gwiazdy sprowadziłeś tu tym pudełkiem, trzeba je teraz stąd wynieść.

Borsuk rozglądał się dookoła i stukał łapą w podbródek, jakby o czymś myślał intensywnie.

– Muchy! One nam pomogą – szepnął pełen nadziei Borsuk – chłopaki! Jest robota! – Zwrócił się do much po swojej lewej.

Największa z much w wielkich czarnych okularach, z wykałaczką w dziubku i w sportowych, piankowych klapkach „Kubotata” podleciała na wysokość oczu Borsuka.

– Co jest, Kierowniku? – Zapytał Pan Much.

– Chłopaki, trzeba to całe oświetlenie stąd wynieść, bo zrobi się wieczna noc i epoka lodowcowa nas czeka, wszyscy zamarzniemy! – Zasugerował dość obrazowo Borsuk.

Pan Much cmoknął i słuchał dalej.

– Tak się składa, że macie okulary ochronne i jest was wystarczająco dużo, żeby podołać zadaniu. Każdy chwyci jedną gwiazdę i je wyniesiecie. Uratujecie świat!

– Panie, słuszna koncepcja, ale nam tu w Piekle jest dobrze. Co ja z tego będę miał?

– Mam sporo słodkich przetworów, mamusia zrobiła – odezwał się Janek ochoczo.

– Malina – rozmarzył się Much

– Malina też… Wisienki, truskawki…

– Dobra kierowniku, bierzemy tę robotę. – Powiedział przekonany Much.

-Przepraszam, że się wtrącam, ale czy nie wystarczy po prostu cyknąć tym gwiazdom jeszcze raz zdjęcia tym pudełkiem? – zapytał Janek Borsuka.

-Niestety to pudełko ma ograniczoną pojemność, jeśli cykniemy gwiazdy to już nikt stąd nie wyjdzie.

Chmara much obsiadła gwiazdy i po kolei jedna za drugą bzycząc do marszu wynosiły gwiazdy. Potem Janek zakręcił się na pięcie i niesiony sercem zrobił jeszcze jedną serię zdjęć piekła. Króliki mocujące się z kanapą, umalowane dziewczyny i ci mniej widoczni z głębi Piekła przenieśli się na powierzchnię ziemi. Janek zrobił też zdjęcie Borsukowi i gdy chciał zrobić na koniec zdjęcie sobie okazało się, że pudełeczko się wyczerpało, straciło swoją moc.
Króliki, dziewczyny i siłacze, których uwolnił Janek z Piekła wylądowali na nieznanej nikomu łączce. Na początku niedawni mieszkańcy Piekła nie wiedzieli gdzie są, trochę się wstydzili siebie nawzajem, bo nikt już nie miał króliczych uszu i pyszczków. Każdy miał iść w swoją stronę, ale stali w miejscu i rozglądali się nie wiedząc która strona jest tą “swoją”. Jedni zaczęli pytać drugich, rozmawiać i zamiast gdzieś iść dalej, założyli swoją wioskę właśnie tu, gdzie się znaleźli.

Janek został sam w pustym Piekle. Po dłuższej chwili spędzonej na przeszukiwaniu wszystkich kątów, odnalazł swojego Tajemniczego Klienta, który okazał się Diabłem. Pokazał mu pudełko i powiedział, że dziękuje za nie, pragnie je oddać i chciałby wrócić do domu. Słysząc te słowa, Diabeł rzekł:

– Będziesz musiał zostać tu na zawsze. Nie martw się, pomogę ci się urządzić, dostaniesz wszystko, co będzie ci potrzebne do życia.

Janek dowiedział się, że spędzi całą wieczność w piekle tylko dlatego, że przypadkiem wpakował się w kłopoty i postanowił uratować stworzenia, których nawet nie zna. Uświadomił sobie, że już nigdy nie zobaczy mamy, swojego gospodarstwa, królików ani rolników z targowiska. Gdy tylko o tym pomyślał zrobiło mu się strasznie ciężko na duszy i zachciało mu się krzyczeć i płakać.

Diabeł ubrany był w ten sam płaszcz z dziwną podszewką, który młody sprzedawca królików widział na targu. Gdy przypatrzył się podszewce, zobaczył znajomego Borsuka, machającego mu łapką jak na pożegnanie. Janek wyciągnął rękę do znajomego zwierzaka, żeby się pożegnać i wtedy poczuł, że Borsuk ciągnie go do siebie. Poczuł, że zostawia za sobą ciemność i cały ciężar, który przed chwilą go paraliżował. Janek znalazł się na łączce razem z innymi byłymi mieszkańcami Piekła, a teraz mieszkańcami nowej wioski. Okazało się, że ta chwila w piekle była całym rokiem na ziemi. Janek uściskał serdecznie Borsuka, a potem musiał uściskać jeszcze wszystkich mieszkańców wioski, których uwolnił z Piekła, a którzy teraz stali w długiej kolejce, żeby osobiście Jaśkowi podziękować.

Wszyscy chcieli, żeby został z nimi, chcieli urządzić wielkie przyjęcie, ale Janek czuł tęsknotę do swojej mamy, do królików, do gospodarstwa. Kiedy wrócił syn Matka wyściskała go. Była szczęśliwa, że po roku wrócił do domu, w ogóle nie pamiętała, o co się pokłócili. Żyli dalej szczęśliwie i niczego im nie brakowało. Mieszkańcy nowej wioski odwiedzali ich i przynosili najróżniejsze dary, wdzięczni za przywrócenie wolności, a muchy przylatywały pochlipać trochę truskawkowych i malinowych przetworów.