„Opowieści zwierząt”

Przyszedł czas, że na świecie zapanowała moda na pelerynki-niewidki, czapki-niewidki, bluzy, spodnie, a nawet skarpetki-niewidki.  Wszystko i wszyscy stali się zupełnie niewidoczni. Nie rozmawiali ze sobą, bo się nie zauważali. W domach, na ulicach widać było tylko unoszące się w powietrzu rzeczy, a zupełnie nie było widać tych, którzy je niosą.

Helenka zgubiła swoją pelerynkę-niewidkę podczas zabawy w ogródku. Zerwał się deszcz i dziewczynka bez peleryny schowała się pod wielkim drzewem rosnącym nieopodal. Siedziała tam chwilę, może dłużej, kiedy zza drzewa za kolejnym płotem dobiegł szmer rozmowy. Zbliżyła się, zajrzała ostrożnie za pień i zobaczyła dwa białe króliki w gustownych kamizelkach wymieniających się parasolkami. Jeden z królików zauważył cichą obserwatorkę i podszedł do niej.

– Dzień dobry, co tu robisz, dziewczynko?

Helena, zdziwiona gadającym, kolorowym królikiem, nic nie odpowiedziała.

– Trzymaj parasolkę, bo zmokniesz – powiedział królik, wrócił do drugiego i razem ruszyli przed siebie.

Helenka szła za nimi powolutku,  ciekawa dokąd zmierzają. Króliki weszły w wysoką, gęstą i ciemną trawę i gdzieś zniknęły. Dziewczynka próbowała je dogonić, ale szybkie króliki rozpłynęły się w powietrzu. Rozsuwała rączkami gęstą trawę, jakby to były ciężkie zasłony.

– No, przepraszam bardzo – usłyszała głos zza trawy.

Głos ten należał do małego tygrysa, który ukryty w trawie, zlał się zupełnie z otoczeniem. Mała, nie zauważając zwierza, pogłaskała go po grzbiecie, myśląc, że odsuwa ciemną trawę.

– Ojej, przepraszam, nie zauważyłam cię.

– Chcesz się pobawić z moim bratem i ze mną? – powiedział tygrysek.

– Cześć! – wyskoczył zza traw drugi tygrysek.

– A w co?

– W chowanego.

– Szkoda, że zgubiłam moją pelerynkę-niewidkę, nie mielibyście szans – zachichotała Helenka.

– Słyszałem, że lisy znalazły jakąś pelerynę-niewidkę… – powiedział drugi tygrysek.

– Zaprowadzisz mnie do nich?

– W porządku, chodź.

Ze wspólnej pogawędki Helenka dowiedziała się, że tygrysy pracowały kiedyś w cyrku i znały całą serię sztuczek iluzjonistycznych. Dzięki temu, że braci było dwóch, mogli prezentować sztuczkę z “teleportacją”: jeden chował się w skrzyni, drugi w tym czasie wychodził z zupełnie innej strony. Codziennie bawią się w chowanego, bo w chowaniu się są mistrzami.

– Ja w domu ciągle bawię się w chowanego – powiedziała dziewczynka – mama nawet mnie nie szuka, bo wie, że mam ubranka-niewidki. Ja mamy też nie widzę, tylko wiem, że jest, kiedy świeci się ekran komputera, lub telefonu, albo jak słyszę jej głos.

– U nas w cyrku był jeden magik, który też używał peleryny-niewidki, jak jeszcze nie było to modne i nikt nie wiedział, że coś takiego istnieje. Ten magik zakrywał się niewidką na scenie, a potem podszczypywał ludzi na widowni i było dużo śmiechu, bo nikt go nie widział, tylko czuł szczypanie – powiedział starszy tygrys.

*

Kiedy dotarli na miejsce, tam gdzie mieszkają lisy, zobaczyli długie poplątane nitki i kłębki włóczki porozrzucane jak kamyki, a między tym wszystkim dwa rudzielce próbujące zapanować nad chaosem.

– Dzień dobry, szukam mojej pelerynki-niewidki. Słyszałam od tygrysków, że ją znaleźliście.

– Eee tak się składa, że spruliśmy niewidkę, żeby zrobić sobie na zimę skarpetki i naogonniki. Jak tylko spruliśmy, to gdzieś tu położyliśmy i teraz nigdzie nie możemy jej znaleźć. Pomieszała się z naszą wełną, którą mieliśmy na swetry, albo wyparowała, nie wiadomo, bo jest całkowicie niewidoczna.

Helena i tygrysy zabrali się do poszukiwań razem z lisami.

Lisy uchodziły w lesie za wyjątkowo oszczędne i sprytne zwierzęta. Zawsze sobie coś przerobiły ze starej garderoby, żeby być na czasie z przystrajaniem swoich futer. Łapki miały odpowiednio wypielęgnowane, ogony uczesane. Puszyste fryzurki według najnowszych wytycznych stylu sprawiały, że można było zapomnieć, że są zwierzętami z lasu. Znaleziona pelerynka-niewidka też miała ubogacić ich szafę, ale zadanie nie było takie proste i przerosło lisi spryt.

– Mam coś, mam! – wykrzyknął jeden z tygrysów.

– Z tego kłębka można zrobić co najwyżej czapkę-niewidkę, za mało na pelerynkę. – powiedział lis – Idź do niedźwiedzia, może domaluje ci resztę. Ostatnio widziałem jak maluje coś w domu.

– No to chodźmy!

Helena, tygrysy i lisy poszli do niedźwiedzia, który mieszkał w małym domku pod drzewem.

*

Miś po długiej i sennej zimie postanowił zrobić gruntowne porządki, odmalować swoją sypialnię, bo podczas jego spania brud nagromadził się warstwami. Nie zdążył zrobić zbyt wiele, bo odwiedziły go nieco wcześniej króliki – Gustaw i Wacław. Uwielbiały herbatę z miodem, którą serwował Niedźwiedź. Właśnie siedziały w jego salonie, sącząc słodki napój i oddając się przyjemnej rozmowie:

– Spotkaliśmy dziś ludzkie dziecko, rzadki ostatnio widok. – powiedział Królik Gustaw

– Ja nie widziałem żadnego człowieka od pięciu lat – dodał Wacław.

– Pewnie skolonizowali Księżyc i budują tam teraz drapacze gwiazd.

– Całkiem możliwe, zostawili tylko samochody i głosy, takie strachy na wróble, tylko, że na króliki.

– Ja tam się nie boję ich wcale.

– A czy strachów na wróble ktoś się kiedykolwiek bał? Ludzie to jednak naiwni są całkiem.

– Ale skolonizowali Księżyc!

– Króliki, nie kłóćcie mi się tu – upomniał parę królików Niedźwiedź, zapatrzony w okno i mrużący oczy, jakby coś lub kogoś dostrzegł na horyzoncie.

Na widok przedziwnej bandy tygrysów, lisów i ludzkiego dziecka pogładził się po brzuchu, zmrużył jedno oko i powiedział:

– O proszę, zmierza w naszą stronę przedstawicielka gatunku kolonizującego Księżyc! Chyba właśnie skolonizowała las, bo idzie razem z tygrysami i lisami.

– Dzień dobry niedźwiedziu! – powiedziała zbieranina zwierząt chórem.

– Witajcie w moich skromnych progach.

– Och, to wy! – powiedziała Helenka z radością na widok królików – chciałam wam podziękować za parasolkę, dzięki niej wcale nie zmokłam, lisy też skorzystały.

Lis wywołany przez dziewczynkę, postanowił przybliżyć gospodarzowi cel ich wyprawy oraz powód, dla którego cały ten tłum zjawił się w małym domku pod drzewem:

– Nasza koleżanka zgubiła pelerynę-niewidkę, my ją znaleźliśmy, spruliśmy i zgubiliśmy sprutą włóczkę-niewidkę, a teraz nie wiemy, co zrobić…

Niedźwiedź popatrzył na lisa, potem na Helenkę, tygrysy i króliki, a na koniec w okno. Pomyślał w ciszy, co zakrawało na cud, bo króliki ciągle coś sobie szeptały do uszu i chrupały ciasteczka z miodem.

– Moja droga, podczas porządków przed remontem znalazłem porządną pelerynę przeciwdeszczową. Jeśli chcesz, mogę ci ją pożyczyć, ma bardzo ładny kolor…

Miś odszedł od stołu i z głębi ogromnej szafy wyciągnął mały, czerwony sztormiaczek.

– Jest cudna! – zawołała Helena na widok kurteczki.

– Czy jesteś ostatnią dziewczynką na ziemi? – nie wytrzymał z ciekawości Królik Gustaw.

– Nnnnie, dlaczego?

– Ja nie widziałem żadnego człowieka od pięciu lat – powtórzył głosem starca, bo miał już w końcu dwanaście lat, Wacław.

– Aaa nie, po prostu wszyscy noszą niewidki.

– Po co? – dopytywał ciekawy Gustaw, a Wacław ukradkiem wziął jeszcze jedno ciasteczko, łypiąc okiem na Niedźwiedzia. Ten z kolei kiwnięciem głowy i szerokim uśmiechem zaaprobował ciasteczkową dokładkę.

-Nie wiem. – odpowiedziała zgodnie z prawdą Helenka.

Dziewczynka postanowiła zostać na herbatkę.

Króliki zaproponowały Helence, że odprowadzą ją do domu. Polubiła je, a możliwość widzenia osoby, z którą się rozmawia bardzo przypadła jej do gustu. Lisy poprosiły dziewczynkę o dostarczenie skarpetek-niewidek, gdyby miała jakieś na zbyciu, a tygryski zostały u Misia i postanowiły mu pomóc z malowaniem sypialni.

Helenka wróciła do domu w za dużej, czerwonej kurtce z kapturem, usiadła w niej na kanapie w salonie. Mama zareagowała na to nad wyraz entuzjastycznie:

– O! Tu jesteś, w tym stroju wreszcie cię widzę, skąd go masz?

– Od niedźwiedzia z lasu.

– Aha, no to ładnie, tak, tak – powiedziała nieuważnie znad telefonu uniesionego w powietrzu po czym odłożyła go na półkę, ściągnęła swój dres-niewidek, usiadła obok Heleny i mocno ją przytuliła.

– Wiesz, od dziś wyrzucamy wszystkie nasze niewidki! Nie będę cię szukać całymi dniami, tylko wreszcie z tobą posiedzę spokojnie, pobawię się, albo pogadam.
– O! To się lisy ucieszą z niewidek!